menu

Jak powstawał riding

Cayce prawie codziennie wprowadzał się, co najmniej raz a najczęściej dwa razy w trans i odpowiadał na zadawane mu pytania. W seansie uczestniczyli: żona Gertruda, stenografistka Gladys Davis i zainteresowane osoby. W czasie transu, odpowiadając na pytania w zakresie medycyny, używał zupełnie nie znanych mu nazw i terminów lekarskich, które ściśle odpowiadały terminologii i zasadom sztuki lekarskiej. Po zakończeniu seansu i odzyskaniu świadomości dowiadywał się, o czym przed chwilą mówił. Nawet do dzisiaj tak dokładnie nie wiadomo, skąd Cayce czerpał tę fascynującą wiedzę. Pomimo tego, że jak twierdził, każdy to może robić, nie ma człowieka, który potrafiłby powtórzyć tak przeprowadzony seans.

* * *

Na spotkaniach często proszono go o opowiedzenie, jak to robi, co czuje, czy co się z nim dzieje. Na jednym z takich spotkań w dniu 6 lutego 1933 roku powiedział:

Raczej trudno jest mi opowiadać o czymś, co jest jakby częścią mnie samego. Przypomina mi to próbę opisania przeze mnie swojej twarzy, mogę ją pokazać, ale nie mogę jej opowiedzieć. Mogę opowiedzieć o swoich doświadczeniach i odczuciach związanych z ridingami, ale jeśli chodzi o wyjaśnienie, czym jest riding, to mogę tylko powiedzieć, co inni na ten temat mówili i opisać wrażenia osób, które uczestniczyły w seansie. Nie przesadzę, jeśli powiem, że w ciągu ostatnich trzydziestu lat udzieliłem około 30 tys. ridingów i w tym czasie byłem w stanie odmienionej świadomości. Nie słyszałem, więc ani jednego mego ridingu! Jak więc mogę go opisać? Wiele osób, które nigdy nie słyszały ridingu, pyta mnie, skąd mam pewność, że w ogóle przekazałem jakiś riding? Powiem wam, nigdy tego nie wiedziałem i nadal nie wiem. Mam na to słowo innych ludzi.

Pierwsze czynności przy wykonywaniu ridingu są następujące: rozluźniam ubranie, krawat, sznurowadła, mankiety u koszuli, pasek, po to, aby krążenie nie było niczym zakłócone. Następnie kładę się na kozetce. Jeśli to ma być riding dotyczący zdrowia, kładę się w ten sposób, że głowę mam skierowaną na południe. Jeśli to ma być tzw. life riding, czyli dotyczący naszego życia, głowę kieruję na północ, a nogi na południe. Nie wiem jaka jest tego przyczyna, ale takie zalecenie otrzymałem w jednym z ridingów.

Kiedy już leżę wygodnie, kładę ręce na czole w miejscu, gdzie, jak mówią, znajduje się „trzecie oko” i zaczynam się modlić. Ciekawe, że właściwie całkowicie instynktownie, podświadomie przyswoiłem sobie metodę stosowaną przez praktykujących medytację. Po odmówieniu modlitwy czekam na coś co można by określić jako sygnał do rozpoczęcia, jest to błysk lśniącego, białego światła, wpadającego czasami w złoty odcień. Jest to dla mnie sygnał, że nastąpił kontakt. Jeśli go nie widzę wiem, że ridingu nie będę mógł zrobić.

Po ujrzeniu światła opuszczam ręce i kładę je w okolice splotu słonecznego. Następnie, jak mi mówiono, mój oddech staje się spokojny, głęboki i rytmiczny. Mija kilka minut i gdy moje powieki zaczynają trzepotać, prowadzący riding wie, że można zaczynać zadawanie pytań. Osoba prowadząca seans zadaje pytania, mówiąc powoli i wyraźnie. W przypadku ridingu dotyczącego zdrowia podaje nazwisko i aktualny adres pacjenta. Następnie następuje dość długa przerwa, tak, że wydaje się, iż nie słyszałem pytania. Wówczas mówią mi wszystko ponownie, a ja powtarzam nazwisko i adres badanego tak długo, aż go odnajdę i zacznę opisywać jego stan.

W taki sposób przeprowadzamy riding. Cały czas jestem całkowicie nieświadomy rozgrywanych zdarzeń. Po zbudzeniu się czuję się tak, jakbym nieco za długo spał. Czuję się też trochę głodny i chętnie zjadam krakersa popijając mlekiem. Jeśli chodzi o wartość informacji, które otrzymujemy w czasie seansu, to jest to pytanie, które nasuwa się każdemu. Osobiście sądzę, że ich wartość zależy w dużej mierze od wiary i przekonania ubiegającego się o uzyskanie odpowiedzi z tego źródła informacji. Faktem jest również, że wartość tych ridingów była już wielokrotnie potwierdzona obiektywnie przeprowadzonymi badaniami.

Mam też pewne przypuszczenia odnośnie samego źródła informacji. Dokładne określenie nie jest jednak łatwe, bowiem pomimo iż wykonuję te ridingi już od trzydziestu jeden lat o samym źródle informacji wiem ciągle niewiele. Cokolwiek wiem, jest to przypuszczenie, gdyż szukam tej prawdy po omacku.

Przypuszczam, że istnieje nie jedno, lecz kilka źródeł informacji. Jednym ze źródeł jest najwyraźniej zapis robiony przez istotę lub osobowość, ze wszystkich jej doświadczeń uzyskanych w tym, co nazywamy czasem. Ogólna suma doświadczeń tej duszy jest, jeśli tak można powiedzieć, zapisana w podświadomości tej istoty, jak również w tym, co nazywamy kroniką Akaszy. Każdy może czytać te zapisy, jeżeli tylko potrafi się do nich dostroić. Jestem chyba jedną z tych niewielu osób, które mogą na tyle odłożyć swoją osobowość, aby móc zestroić się ze źródłem wiedzy wszechświata. Mówię to nie po to, aby się chwalić i nie uważam, abym posiadał jakąś wyjątkową moc, której nie posiadają inni ludzie. Raczej jestem przekonany, że wszyscy ludzie posiadają znacznie większe możliwości, niż to sobie uświadamiają, pod warunkiem, że są gotowi pozbyć się całkowicie skupienia na swoim ego, co jest konieczne, aby te zdolności w sobie rozwinąć. Czy jesteście chętni, choćby raz w roku, odłożyć na bok własną osobowość, całkowicie ją odrzucić?

Niektórzy ludzie myślą, że przekazywane przeze mnie informacje pochodzą od istoty, która wcześniej odeszła i pragnie się z nami porozumiewać, od jakiegoś życzliwego ducha lub przewodnika z tamtej strony. Być może czasem tak się zdarzy, jednak ja nie jestem medium, które takie przekazy robi. Jeśli jednak ktoś przyjdzie, kto pragnie takiego przekazu, to go otrzyma. Pytają mnie też czasem, jak się zabezpieczam, aby jakieś niepożądane wpływy nie zakłócały mej pracy. Żeby odpowiedzieć na to pytanie, opowiem wam doświadczenie, które przeżyłem będąc dzieckiem. Przed ukończeniem jedenastego czy dwunastego roku życia trzykrotnie przeczytałem Biblię. Do dziś przeczytałem ją pięćdziesiąt sześć razy. Niewątpliwie są ludzie, którzy przeczytali ją więcej razy, ja starałem się przeczytać ją w całości każdego roku mego życia. A więc jako dziecko modliłem się, aby móc robić coś przydatnego dla innych ludzi pomagać im w zrozumieniu samych siebie, lecz przede wszystkim pomagać chorym dzieciom. Zdarzyło się, że pewnego dnia miałem widzenie, które przekonało mnie, że moje modlitwy zostały wysłuchane i się spełnią.

Wierzę, że moja modlitwa spełnia się i gdy pogrążam się w stan nieświadomości, robię to z takim przekonaniem. Wierzę także, że źródło informacji pochodzi z „Umysłu Wszechświata”, jeżeli osoba pragnąca otrzymać riding podchodzi do tego z należytą powagą. Oczywiście jest również taka możliwość, że jeżeli jakaś osoba prosząca o riding pragnie usilnie nawiązać kontakt z dziadkiem czy wujkiem, to takie połączenie uzyska. Proszę nie myśleć, że dyskredytuję osoby, które pragną taki kontakt uzyskać. Jeżeli ktoś chce wiedzieć, co wuj Joe ma do powiedzenia, to się dowie. Ktoś, kto woli polegać na bardziej uniwersalnym źródle, otrzyma informację z tego źródła.